Maybelline Color Tattoo 24H, czyli cienie w kremie nie do zdarcia.

Witajcie po dłuuuugiej przerwie.

Dzisiaj będzie wpis o cieniach, które zapewnie już znacie, a jeśli nie, to zachęcam do zapoznania się z nimi, ponieważ są tego warte!

Mowa, oczywiście o cieniach kremowo-żelowych Color Tattoo 24H.

Color Tatoo 24H

Producent obiecuje:

„Aż do 24 godzin utrzymywania się koloru. Nasza technologia pozwala na stworzenie super – nasyconego cienia. Kremowo – żelowa konsystencja pozwala na łagodne nałożenie cienia, który nie blaknie.”

                                    Z lampą                                     Bez lampy

Tych 24 godzin to taka pewna bym nie była, ale z pewnością przetrwają do 6-8 godzin na powiece bez utraty koloru. Co prawda, nie miałam jeszcze możliwości przetestowania ich na mojej (tłustej) powiece, ale po zrobieniu próbnych kresek na dłoni miałam niemały problem z ich usunięciem, więc jestem dobrej myśli!

                      swach2                           swach3

Korzystając z promocji w Rossmanie -40%, (która była wieeeki temu – wiem) skusiłam się na trzy odcienie:

nr 40 – Permanent Taupe

Permanent Taupe

nr 20 – Turquoise Forever

Turquoise Forever

oraz nr 25 – Everlasting Navy

Everlasting Navy

i jestem nimi oczarowana!

Cienie nakładają się gładko, ładnie rozcierają, jednak trzeba to robić szybko, bo zastygają w oka mgnieniu i później ciężko z nimi cokolwiek zrobić.

Ładnie wyglądają „same” na powiece, ale mogą być używane również jako baza podbijająca kolor. Można je porównać do cieni w kremie Catrice – Made To Stay, których również jestem wielbicielką. Przypuszczam, że w zamyśle producentów miał to być znacznie tańszy odpowiednik Paint Pot’ów MAC’a, ale mogę się mylić 😉

Przeszukując internety w poszukiwaniu zdjęć i informacji na temat tych cieni podłamałam się lekko, ponieważ w Polsce dostępna jest bardzo mocno okrojona kolekcja odcieni, a szkoda, bo chętnie położyłabym swoje łapki na innych odcieniach np. nr 200 – Ready, Steady, Green , nr 30 – Pomegranate Punk, nr 300 Fushia Fever czy nr 40 – Seashore Frosts (zdjęcia odcieni znajdziecie w galerii google na przykład 😉 ) Dodatkowo dziewczynny z innych Krajów mogą również kolekcjonować odcienie z serii limitowanych, których u nas niestety nie ma i raczej się nie zanosi, żeby można było się ich spodziewać. A szkoda…

Oprócz trwałości zaletą cieni jest też gama kolorów i wykończeń.  Dostępne są odcienie matowe jak i metaliczne czy perłowe, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A Wy co sądzicie o tym produkcie? Znacie? Testowałyście? Jak się u Was sprawdzają?

Reklamy

AA make-up starter – recenzja produktu.

Witam, dzisiaj chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat nowości, którą wypatrzyłam podczas wycieczki do Rossmana. Będzie to Oceanic AA Starter matujący pod makijaż. Sprawiłam sobie to „cudo”, bo jakiś czas temu zauważyłam, że podkłady nie utrzymują się … Czytaj dalej

Cud natury, czyli kosmetyki naturalne.

Kosmetyki naturalne. Czym są i dlaczego są takie dobre dla naszej cery i organizmu? Mianowicie dlatego, że do ich produkcji używane są w większości (90%-99%) składniki pochodzenia organicznego, vegańskiego i ze specjalnych ekologicznych upraw. Nie zawierają ŻADNYCH sztucznych składników, SLSów, … Czytaj dalej

Po wielkich trudach i znojach…

…w końcu odważyłam się założyć bloga o tematyce około-kosmetycznej, a co więcej, upublicznić go Wam, drodzy Czytelnicy.
Mam nadzieję, że będziecie zaglądać tu i aktywnie komentować umieszczane przeze mnie treści, do czego serdecznie zapraszam i liczę na interakcję.
Pierwszy post jest przeważnie postem poznawczym, informującym czytelników czego mogą się spodziewać bo Bloggerze w czasie późniejszym…a przynajmniej w mojej opinii powinien być. Dlatego też postaram się przybliżyć Wam odrobinę moją koncepcję.
Otóż, w pierwszej fazie pomysłu bloggowania pojawiła się myśl, że będzie to blog o moich osobistych „musiszmieciach” kosmetycznych, czyli wszystko to, co sprawdza się na mojej wrażliwej, skłonnej do uczuleń, mieszanej cerze, łamliwych paznokciach i mieszanych włosach (tak, można mieć mieszane włosy…tłuste u nasady i suche na końcach…przewalone, nie?) oraz o „niechceszmieciach” czyli kosmetykach i innych produktach, które przysporzyły mnie o tygodnie leczenia podrażnionej i zaczerwienionej skóry, rozdwajanie się paznokci, czy wypadanie włosów i plagę łupieżu… Oczywiście wszystkie wpisy będą przetykane fotografiami danego produktu, opisem producenta i jego obietnicami, moimi spostrzeżeniami itp. itd. Zdjęć łupieżu Wam oszczędzę… 😉
Później naszła mnie refleksja, że przecież tego rodzaju blogóff są tysiące i czym niby mój miałby się różnić od tamtych? No i pierwszy „Zonk”….brak argumentu przesądził o odroczeniu. Dodatkową wymówką w tamtym czasie był zbliżający się termin obrony mojej pracy inżynierskiej, więc musiałam się skupić na nauce.
No, ale w tej chwili mija już miesiąc i tydzień od tamtego pamiętnego dnia, a ja dalej nic nie zrobiłam z moją potrzebą uświadamiania otoczenia o fantastycznych kosmetykach naturalnych, cudownym w skutkach olejowaniu włosów, czy prześlicznym koralowym lakierze, który upatrzyłam sobie ostatnim razem w drogerii!
W końcu postanowiłam jednak się przełamać i tak oto czytacie moją „notkę zapoznawczą”, która mniej – więcej wprowadza Was w mój kolorowy, kosmetyczny świat. I szczerze mam nadzieję, że zostaniecie w nim ze mną na dłużej, bo mam Wam wiele do pokazania i opowiedzenia.
Tymczasem zapraszam do umieszczania w komentarzach sugestii, opinii i pomysłów na kolejne wpisy. Co chcielibyście tu zobaczyć, przeczytać? Może sami macie swoich faworytów, którymi chcielibyście się ze mną „podzielić”? Zapraszam do komentowania! Klawiatura nie gryzie 🙂
Pozdrawiam,
Joanna M.